Tristan i Izolda – antylegenda cz. 1

Od autora

Legenda o Tristanie i Izoldzie była już na wszelkie możliwe sposoby wykorzystywana w sztuce. Na jej podstawie pisano książki, opowiadania czy tworzono ekranizacje. Swego rodzaju majstersztykiem jest opowiadanie „Maladie” Andrzeja Sapkowskiego. Proponowanie Czytelnikom kolejnej wersji opatrzonej wstępem w stylu „Oto jest prawdziwa historia losów Tristana i Izoldy…”, co sugeruje, że inne były nieprawdziwe, wydaje się już chwytem literacko wyświechtanym. Zbyt dużo sam czytam, by próbować sięgać po takie sztuczki i czarować nimi Czytelników. To po prostu nie wypada.

Może nawet nie należy już pisać niczego na ten temat, jednak każdy kto choć trochę zawodowo czy amatorsko parał się pisaniem, powinien mnie zrozumieć. Zgadzam się poniekąd z wspomnianym już Sapkowskim, że pisarstwo to rodzaj rzemiosła. Nie ma sensu czekać na natchnienie, trzeba napisać to co napisane być musi. Na tzw. wenę twórczą czekają beztalencia.

Bywają i takie momenty, gdy pomysł przychodzi do głowy i nijak nie można go z niej wyrzucić. Źle się śpi, źle funkcjonuje, póki pomysł nie zostanie przetworzony na słowo pisane. Wtedy autor znowu jest wolny, chyba, że zostanie zawezwany do napisania kolejnej części przygód danych bohaterów. Nierzadko bohaterowie żyją własnym życiem i bynajmniej nie mówią i nie robią do końca tego, czego oczekuje od nich autor. Cokolwiek o tym myśleć, tak właśnie jest. To też częściowo zwalnia autora od odpowiedzialności za wyczyny postaci literackich, czy za ich słowa. Tego co powiedzieć nie wypada wprost, oni mogą nawet wykrzyczeć. Tak więc i ja składam całą odpowiedzialność na narratora. Owego złośliwego i niepokornego barda, którego za chwilę poznacie. Wszystko co Wam się w tym opowiadaniu spodoba jest zasługą autora, co uznacie za złe lub niestosowne, miejcie za złe tylko narratorowi.

Inwokacja

Zamilczcie muzy, gdy bard przemawia. Nie burzcie mi toku myśli i nie wplatajcie słów nazbyt górnolotnych.
Świat zwykle nie czeka na bohaterów nawet, gdy deklaruje coś innego. Bohater miesza nadmiernie w ludzkich losach. Wnosi zbyt wiele dramatyzmu, a na koniec jeszcze oczekuje poklasku. Doceniają go dopiero przyszłe pokolenia, bo jemu współcześni za dobrze wiedzą co to za gagatek.
Rolą bohatera jest bronić wartości i walczyć ze złem. Zwykle wartości pogrążone bywają jeszcze bardziej, a zło i tak wychodzi obronną ręką. Serca zdeptane zostają na bruku, a rozsądek cicho wyje w kanalizacyjnym rowie z rzadka pokrzepiając się gorzałką.
Bohater ma poczucie misji, co czyni go niebezpiecznym dla otoczenia. Im większe poczucie misji tym gorzej. Prawdziwa chwała należy się tym bohaterom, którzy potrafili w odpowiednim momencie spuścić z tonu i oddać się czemuś bardziej przyziemnemu. Nie rzucali się samotnie na całe armie, ani nie zmieniali miłości w wielki dramat, lecz potrafili cieszyć się seksem. Sami musicie ocenić, jakim bohaterem był nasz Tristan.

Zamiast wstępu

Było to dawno. na tyle dawno, że już nikt nie pamięta kiedy. Dziś jestem stary, a żyję dłużej niż niejeden człowiek. Natenczas byłem bardem celtyckiego króla o imieniu Calhum. Moich pieśni słuchała głównie królewna Izolda Złotowłosa, bo sam król raczej kiepski miał słuch, a i w poezji mocny nie był. Miecz, jak i lenne krainy, dzierżył w dłoniach twardo, a wszem znany był z nieludzkiej siły okrucieństwa, a i ponoć z wielkiej męskiej potencji.
Imię moje Perynis. Jako, że zapewne słyszeliście już sporo o tej sprawie rycerza Tristana i królewny Izoldy, nie będę wprowadzał Was we wszystkie szczegóły. Chcę tylko naprostować to, co przekłamane zostało w imię fałszywej skromności.
Zaczęło się od tego, że dumny Morholt pojechał jak zwykle zbierać haracz do Kornwalii. jednak tym razem nie wrócił na koniu, lecz na wozie i to niekompletny. Ktoś odrąbał mu to i owo. Ponoć walka był sroga, ale jak to tam było naprawdę nikt nie wie. Króla to strasznie rozzłościło i…

Część pierwsza – czarownik na potencję

Brangien była jeszcze młodą i dość ładną dwórką Izoldy. Niczego jej nie brakowało, zwłaszcza powodzenia. Tym dziwniejsze było, że skradała się teraz do jaskini czarownika, który miał dość dziwną specjalność magiczną. Głównie zajmował się poprawą libido kobiet i potencji mężczyzn. Za to też popadł w niełaskę na dworze, bo król nie widział powodu, by dopuszczać wokół siebie konkurencję w jakiejkolwiek dziedzinie. Także seksualnej.
Chodziły do niego tylko ukradkiem niewiasty, gdy ich mężowie lub kochankowie nie spełniali pokładanych w nich nadziei. Brangien rozglądając się niepewnie weszła w głąb jaskini. Mokro tu było i nieprzyjemnie. „Takie uroki królewskiej nielaski” – pomyślała i szybo ruszyła do przodu. Pod dwudziestu paciorkach błądzenia trafiła na maga. Siedział zadumany i jakby nieobecny.
– Potrzebuję pomocy – zaczęła
– Ty? – zdumiał się mag
– Właściwie to nie ja, ale królewna Izolda…
– Niewiasto, wiesz czym się zajmuję. Azali Izolda nie powinna dziewicą pozostać do zamążpójścia? – zapytał złośliwie. Brangien się skrzywiła.
– W jakich czasach ty żyjesz? Smoki i dziewice ci się marzą? Dajmy pokój niewczesnym bajaniom.
– Czego tedy chce wysoko urodzona? Czegoś na swoje libido, by o niedoli niewinności zapomnieć?
– Nie. Z libido Izoldy wszystko jest w porządku, o czym zdołała już przekonać kilku rycerzy i paru niższych stanem. Królewna nie ma uprzedzeń klasowych.
– Tym bardziej nie wiem, czym miałbym jej służyć.
– Słyszałeś pewno o tym, że Morholta w częściach przywieźli…
– To moje możliwości przekracza. Jemu męskiej potencji przywrócić nawet ja nie zdołam…
– Ach, nie bądź głupi. Są granice przyzwoitości, których nawet Izolda nie przekracza. Chodzi o rannego wojownika, którego znalazła w lesie. Domyślając się kim jest ukryła go przed ojcem i leczy. Król zagniewany jest o śmierć swego rycerza i obcych nierad widzi. Pewnie to ktoś z orszaku jego wroga króla Marka. Spodobał jej się ten znaleziony, ale z ową potencją jakoś u niego krucho. Może to od ran, może z innego powodu. Tu właśnie potrzebna twoja pomoc.
– To co innego – w czarownika wstąpiły nowe siły. Zeskoczył raźno ze skały, na której siedział. Poszperał na skalnych pułkach, coś stłukł i wreszcie znalazł to czego szukał.
– To jest to – wykrzyknął – ten jest najlepszy na potencję. Po takich tabletkach Izolda będzie miała pociechę z onego wojownika. Opóźnia erekcję i dodaje sił witalnych…
– Erekcję opóźnia, czy ejakulację?
– Przepraszam. Stary już jestem i mieszają mi się te nowe pojęcia. W każdym razie efekt murowany.
– Co za to chcesz? – spytała Brangien. Mag zamyślił się na chwilę. Potem spojrzał badawczo na swego gościa – Tak sobie myślę, że po prostu wezmę tabletkę  i sprawdzimy, jak to działa. Przecież nie chcemy królewny rozczarować…

Reply


3 − = jeden