Tristan i Izolda – antylegenda cz. 6

Część dziesiąta – pas dla Izoldy

Spoglądam ci ja na wasze twarze i widzę u niejednego czające się podstępnie niedowierzanie. Taki właśnie los tych, co prawdę głoszą. Myśli jeden z drugim, że o środkach na potencję opowiadać się nie godzi. Przystoi miast tego o cnocie i męstwie pouczać. Zali mało macie takich co to czynią? Czy potrzebna wam kolejna opowiastka pełna morałów i rzeczy niebywałych? Skoro zaś wszelkim łgarzom i mędrkom trunku nie żałujecie to i mnie bardowi, który jest jednocześnie heroldem prawdy, napitku nie skąpicie. Na boginię Brigit, nie skąpcie!
Nie jestem ja wcale opilcem i żarłokiem, jeno praca moja, którą ku uciesze i pouczeniu waszemu wykonuję, częstego pokrzepienia się wymaga, bo lekka ci ona nie jest…

Nie będziemy się tu rozwodzić na przygodami Tristana na morzu. Niektórzy mówią, że walczył z piratami, choć nikt z towarzyszących mu osób tego nie potwierdza, zaś sam Tristan – zapewne przez skromność – nigdy nie zaprzeczał. Wiadomo jednak na pewno, że swoim zwyczajem na morzu wina sobie nie żałował. Takie już miał nawyki.
Dość, że szczęśliwie dotarli w pobliże siedziby Calhuma i nawet zostali w miarę życzliwie powitani. Król miał ochotę wtrącić Tristana do lochu, co było zrozumiałe w świetle jego wyczynów za poprzedniej bytności, a i podejrzenia o zgładzenie Morholta. Jednak w obecnej sytuacji politycznej nie mógł tego zrobić. Jedyne co mu pozostało to ugościć bohatera, by później wyprawić go z Izoldą na morze do jej przyszłego małżonka.

Postanowił jednak przedsięwziąć pewne środki ostrożności i nie dopuścić do schadzki młodych. To mogłoby zaważyć na jego planach, a nawet doprowadzić do skandalu. Ogłosił więc, że Izolda potrzebuje odosobnienia, by przygotować się do małżeństwa, zamknął ją w komnacie i ustawił straże. Wiedział, że gdy już razem wyruszą nic nie będzie mógł zrobić. Ucztował z Tristanem, uśmiechał się i myślał. Wreszcie wymyślił.

W sekrecie kazał zawezwać kowala, mistrza w swojej sztuce i zapytał go o możliwość wykonania pasa cnoty. Kowal dość niechętnie podjął się tego zadania. Każdy choć trochę wtajemniczony wiedział, że pasy te są bardzo niewygodne, a jeśli królewna zacznie się skarżyć na niewygodę, to kowal straci głowę!

Był to mimo wszystko mistrz nad mistrze i zrobił czego od niego oczekiwano. Trochę siłą, a trochę perswazją zaufane damy założyły pas Izoldzie tuż przed oddaniem jej pod opiekę naszego bohatera. Pozostało pytanie komu wręczyć kluczyk do owego cudu techniki kowalskiej. Wydawało się logiczne królowi, że najlepszą kandydatką do tej misji będzie Brangien. Już widzę wasze uśmieszki na twarzach. Calhum miał zaufanie do dworki królewny, a ona sama nie była taka głupia, by królowi się narażać. Przynajmniej nie rozważywszy całej sytuacji dogłębnie…

Wyekwipowano tedy wielki okręt. Zasiedli na swoich miejscach wioślarze, i wstąpiła na pokład eskorta. Za nią weszła Izolda w pasie, Tristan z nadzieją, a Bragnien z kluczykiem i zapasem tabletek na potencję. Przyznacie sami, że dość wybuchowa to była kompozycja.

Zakończenie

Już pierwszego wieczoru Tristan zderzył się z gorzką rzeczywistością w postaci pasa cnoty. Nie muszę dodawać, że ten gadżet erotyczny go nie zachwycił. Kochankowie drogą dedukcji starali się dociec, kto może mieć kluczyk do owego pasa. Zaś, że dedukcja nie była ich mocną stroną, zajęło im to dwa dni i dwie noce.
Gdy wreszcie dotarło do nich, że jedyną osobą na statku, która może mieć kluczyk jest Brangien, Izolda wezwała dworkę na rozmowę. Jednak nie pomogły rozkazy ani błagania. Nawet dziki szloch królewny nie skruszył serca Brangien. Tłumaczyła Izoldzie, że w tej sytuacji niebezpiecznie jest oddawać się namiętności z Tristanem. Jeśli mariaż z Markiem nie dojdzie do skutku, bo sprawa się wyda, o co wszak na statku nietrudno, to ona straci głowę, a Izolda strawi młodość w lochu.

Potem do dzieła przekonywania przystąpił Tristan. On również nic nie zdziałał. No może prawie nic. Ostatecznie zaciągnął do łoża dworkę zamiast pani. I tu się sprawa ostatecznie wydała. Mądra Brangien zrozumiała w czym rzecz i co więcej… Zrozumiała, że Tristan nie rozumie. Przecież bohater nie może się przyznać, że ma problemy z erekcją. Nawet sam przed sobą. Myślał, że to namiętność do Izoldy i jej wdzięki tak na niego działały…

Jak najdelikatniej umiała, Brangien wytłumaczyła mu całą sprawę z Eronem. Na potwierdzenie jej słów Tristan połknął jedną tabletkę i potem już noc zeszła im na czym innym niźli rozmowa. Trzeba wam też wiedzieć, że zmyślna Brangien dotarła do jaskini czarodzieja przed agentami króla i teraz miała wielki zapas środków na potencję. Część z nich wręczyła naszemu bohaterowi i zasugerowała mu, że już może starać się o rękę Izoldy o Białych Dłoniach, co ten postanowił zrobić.

Wkrótce dopłynęli do krainy króla Marka. Izolda cokolwiek nadąsana rozchmurzyła się nieco wspaniałym powitaniem, jakie zgotował jej przyszły mąż. Odbyło się huczne wesele, na którym i ja byłem. By zaś cała historia dobrze się zakończyła zmyślna Brangien odemknęła pas w odpowiednim momencie i dosypała komu trzeba Eronu do kielicha. Mnie się też trochę dostało i mogę potwierdzić skuteczność tego magicznego preparatu. Z kim wówczas…? O to mnie nie pytajcie. Nie jestem tak głupi jak stary mag!

Kilka dni po weselisku Tristan z królewskim błogosławieństwem pojechał po Izoldę o Białych Dłoniach. Ponoć dość szybko przekonał ją, iż są takie aspekty miłości, o których nawet poeci milczą.

Wiem. Spodziewaliście się morza krwi, zdrady i tragedii. Nic z tych rzeczy. Tak nie było, jak mawiają nasi byli okupanci amor vinci omnia. Ja zaś mogę dodać amor feminis nostra lex i jak wiadomo dura lex sed lex. Koniec opowieści. Pora udać się na spoczynek. Czy któraś z szanownych dam, chce się przekonać, iż opowieść ta była prawdziwa?

Reply