Tristan i Izolda – antylegenda cz. 5

Część ósma – rozterki króla Calhuma

Widzę, że szklanica moja pusta i nikt o to nie dba. Och, nie ceni się tutaj sztuki należycie. Nie dbacie o wasz rozwój kulturalny i za nic macie tych, którzy ową kulturę krzewią. O! Dziękuję ci dobry człowieku. Teraz opowieść nasza może toczyć się dalej. Jest zaś o czym prawić. Niektórzy twierdzili, że Tristan w drodze do króla Marka trafił na kolejny zamek, próbował następną księżniczkę uwieść, ale to wszystko nieprawda. Miał już dość porażek miłosnych i teraz myślał tylko o Izoldzie Złotowłosej. Jak do niej powrócić. Los zaś miał się do niego niebawem uśmiechnąć. Tyle, że jak to zwykle z uśmiechem losu bywa – krzywy to był uśmiech, podstępny i paskudny. Oj paskudny!

Zaś sama Izolda o Złotych Włosach wzdychała z tęsknotą za swych ukochanym. Była wprawdzie kobietą z charakterem, a i zapas tabletek jej został, więc pocieszyć się chwilowo umiała. Większość pocieszycieli nawet magicznego środka na potencję nie potrzebowało. Niemniej czuła, że z Tristanem wiąże ją coś więcej. Nie wiedziała biedna, że to przeznaczenie podstępnie wplata ich losy w kłębek, z którego ma zamiar utkać nieśmiertelną legendę. Póki co używała życia…
Król Calhum byłby kompletnym idiotą, gdyby nie wiedział co jego córka wyprawia. Zwłaszcza mając tak dobrze zorganizowany wywiad. Przedstawiciele służb wywiadowczych wahali się początkowo, czy o ekscesach z udziałem królewny należy równie gorliwie donosić, jak o piekarzu, który się wymiguje od płacenia podatków, ale ostatecznie poczucie obowiązku i duma zawodowa zwyciężyły.
Wiele też rzeczy można królowi zarzucić, ale nie to, że był idiotą. Zaś nie-bycie-idiotą zobowiązuje. Czuł się tedy zobowiązany, by coś z tą sytuacją zrobić. Może inny ojciec, mniej wyrachowany, za to bliższy pojęciu idioty, wezwałby córkę przed swe oblicze i zaczął umoralniać długimi kazaniami o cnocie. Mógłby ją też zamknąć w wieży, co było jeszcze głupsze, bo dawało asumpt do snucia wszelakich domysłów i rozpowszechniania plotek. Takie praktyki zawsze podkopują autorytet władzy, a od podkopywania autorytetu do rewolucji już niedaleko.

Należało zrobić coś innego. Trzeba Izoldę jak najszybciej wydać za mąż. Wtedy niech się małżonek martwi tym nieposkromionym temperamentem. Albo mu potencja dopisze, albo będzie miał kłopoty. Wtedy jednak będą to już jego – znaczy małżonka – kłopoty. Był też inny powód, który skłaniał Calhuma do takiego rozwiązania. Jego państwo zaczynało trzeszczeć w szwach. Zabrakło Morholta, który był znakomitym wodzem i potrafił trzymać ludy podbite w ryzach. Teraz małe książątka ośmielone jego śmiercią podnosiły głowy. Na dalekiej północy Piktowie ostrzyli już zęby i inny sprzęt bojowy. Jeśli do tych wrogów dołączy król Marek, który właśnie zrzucił dominację Calhuma, to państwo się nie ostoi.

Skro zaś nie można już Marka podporządkować, to pozostaje z niego zrobić sprzymierzeńca. Od niepamiętnych czasów do tego politycznego celu służyły królewskie córki. Taki mariaż pozwoli rozwiązać za jednym zamachem dwa problemy. Zaczął więc przygotowywać poselstwo. Do dobrego tonu u każdego tyrana należało nie pytać córki o zdanie. Król i w tej sprawie potrafił się zachować jak trzeba i nie zapytał.

Część dziewiąta – poselstwo na dworze króla Marka

W tym mniej więcej czasie Tristan opromieniony chwałą i nieco zamroczony alkoholem (zawsze pił na morzu) wrócił do zamku króla Marka. Został powitany z wielką radością, gdyż wszyscy byli przekonani, że bohater dawno już wyzionął ducha. Szczególnie uradowane były niektóre damy, choć nie było to radość pełna i całkiem szczera. Wszak znowu trzeba będzie współzawodniczyć o jego względy, a potem nawet przyjemności żadnej z tego nie będzie. Tak, tak – życie dworskiej damy nie jest łatwe.

Gdy bohater aklimatyzował się na dworze i przemyśliwał, jak zdobyć Izoldę przybyło poselstwo od króla Calhuma. Król Marek wysłuchał posłów z uwagą, kazał przygotować ucztę na ich cześć, choć go jeszcze brzuch bolał po powitalnej uczcie na część Tristana, i obiecał, że niebawem da odpowiedź. Chciał się naradzić ze swoim najlepszym przyjacielem – Tristanem.

Ten usłyszawszy wieść zaniemówił. Nie mógł zdecydować, czy to dobrze czy źle? Będzie wszak blisko Izoldy. Okazja nadarzy się nieraz na schadzkę. Czy jednak chciał, by ich miłość tak wyglądała? Miał zdradzić swojego przyjaciela i suwerena? Jeśli się sprzeciwi małżeństwu, to być może nigdy już Izoldy nie zobaczy i na zawsze pozostanie impotentem. Cóż robić?

Król Marek przypatrywał się przyjacielowi i nie rozumiał powodów jego zmieszania:
– Czy obawiasz się jakiegoś podstępu? – zapytał
– Z Calhumem nigdy nic nie wiadomo – odparł Tristan grając na zwłokę
– Słyszałem, że jego córka jest bardzo piękna i cnotliwa – stwierdził Marek trochę bez związku
– Zapewne… – mózg Tristana pracował z całą mocą, na jaką stać mózgi legendarnych bohaterów
– Cóż więc radzisz?

Tristan uznał, że nic mądrego nie wymyśli. Najlepsze co może zrobić to zaofiarować się, że pojedzie po królewnę. Po drodze postanowi co dalej. Można będzie uciec z Izoldą albo ostatecznie przywieźć ją na dwór i spotykać się potajemnie. Może też Brangien wymyśli jakieś lepsze rozwiązanie. Najważniejsze to znowu zobaczyć ukochaną.
Król Marek wzruszył się gotowością Tristana. Wiedział, że nie jest bezpiecznie udawać się na dwór Calhuma, ale po cóż są bohaterowie? Jeśli ktoś mógł doprowadzić sprawę do szczęśliwego końca, to właśnie Tristan. Chętnie więc zgodził się na jego propozycję i nazajutrz dał odpowiedź posłom.

Po kilku dniach wraz z posłami i otoczeniu strojnej świty nasz bohater wyruszył na spotkanie przeznaczenia. Wiózł też bogate dary dla Calhuma i przyszłej małżonki Marka. Wiał silny północny wiatr i morze było wzburzone… Acha, jeszcze jedno. Damy odetchnęły z ulgą.

Reply


2 + = dziewięć