Tristan i Izolda – antylegenda cz. 4

Część szósta – Izolda o Białych Dłoniach w niebezpieczeństwie

Cóż to, za tak piękną opowieść napitku żałujecie bardowi? Czyż dalej mam prawić o suchym pysku i wymowę kaleczyć? Zapewne odbije się to na całej opowieści. Niełatwo jest przestawić przygody mężnego Tristana i pięknej Izoldy, a właściwie to dwóch Izold, co tym bardziej pokrzepienia wymaga. Gdyby chodziło o jedną Izoldę to co innego, a o dwóch to ja już na trzeźwo opowiadać nie będę. Oto i kolejna butla zacnego Bushmillsa, więc do rzeczy moi mili. Czekają nas chwile grozy…

Tristan bawił czas jakiś na dworze księcia. Do króla Marka specjalnie mu się nie spieszyło. Intrygowała go bowiem Izolda o Białych Dłoniach, a właściwie to raczej własna sprawność seksualna. Miał w pamięci Izoldę o Złotych Włosach i była to pamięć przesiąknięta gorącym uczuciem, ale nie przeszkadzało mu to starać się o względy jej imienniczki.
Zaś sama Izolda nie była zbytnio zainteresowana Tristanem. Wydał jej się zrazu prostakiem zwykłym, bo ani pieśni pięknych pod oknami jej nie zawodził, ani też dworską mową nie zabawiał, a tylko jakieś niezrozumiałe aluzje czynił.

Po kilku tygodniach nieudanych zabiegów zniechęcił się nasz bohater, a i coraz trudniej było znaleźć pretekst pozwalający bawić na książęcym dworze. Rany już dobrze się wygoiły i wszelka przyzwoitość nakazywała gościnnego gospodarza pożegnać, a nie córkę mu podstępnie uwodzić.

Oznajmił więc ostatecznie księciu chęć wyjazdu. Po cichu usiłował sobie przypomnieć, czy na dworze króla Marka znajdują się jeszcze jakieś warte jego uwagi damy. Nie wiedział też, jak zmieniła się sytuacja w czasie jego niebytności.

Książę w zasadzie się ucieszył. Miał już trochę dość Tristana i rad był się go pozbyć. Z tej wielkiej radości urządził pożegnalne polowanie na jego cześć. Wszystko odbyło się z wielkim przepychem. Nie będę się rozwodził nad tym ile zwierząt ubili mężni myśliwcy. Ważniejsze jest to, że i damy zobowiązane były w polowaniu brać udział i rycerzy oklaskiwać oraz podziwiać. Zaś tak się złożyło, że wielki odyniec wymknął się obławie i nagle wypadł na polankę, na której znajdowała się się Izolda z damami. Niewiasty krzyknęły przerażone i rozbiegły się w popłochu. Dzik ruszył wprost na sparaliżowaną ze strachu księżniczkę.

Zobaczył to Tristan, który był najbliżej. Uznał, że jeśli dzik zabije Izoldę na jego oczach to książę nigdy mu tego nie wybaczy. Okryje się niezmywalną hańbą w oczach wszystkich po wieki. Błyskawicznie ocenił sytuację nawykłym do niebezpieczeństw okiem bohatera. Najlepsze co mógł zrobić, to szybko uciec i potem udawać, że go w tym miejscu nie było i nie mógł pospieszyć na ratunek. Ruszył więc biegiem w przeciwnym kierunku. Ledwo zrobił dwa kroki potknął się nieszczęśliwie, zmachał rękami by utrzymać równowagę i…
Oszczep trzymany w dłoni poleciał z wielką siłą do tyłu. Zatoczył łuk i trafił odyńca w kark kładąc go trupem na miejscu u stóp Izoldy. W tym samym momencie Tristan ostatecznie stracił równowagę i runął twarzą w błoto. Księżniczka westchnęła, zemdlała i dołączyła do gromady upadających.

Gdy nadbiegli pozostali upaprany błotem bohater stał na martwym dzikiem i nieprzytomną księżniczką. Wielki guz na czole świadczył o srogości walki, jaką przed chwilą stoczył. Sława Tristana wzrosła niepomiernie. Książę rozpływał się w podziękowaniach i oświadczył, że nasz bohater nie może teraz tak po prostu wyjechać. Bowiem czeka ich trzydniowa uczta na jego cześć. Niektórzy nawet po cichu przebąkiwali, że należy się wybawcy ręka księżniczki. Radośnie wracano na dwór.

Część siódma – miłość ci wszystko wybaczy, zwłaszcza ta nieuświadomiona

Rozpoczęło się świętowanie. Mięsa z polowania było w bród, a i wina sporo się znalazło. Niektórzy rycerze po kątach nawet bimber popijali. Izolda też szybko doszła do siebie, bo w sumie najmniej ucierpiała. Teraz z płonącym sercem zeszła do biesiadników. Pamiętała wielki oszczep, który położył atakującego ją potwora trupem. Dworzanie zaś dopowiedzieli jej, z czyjej ręki ten oszczep wyfrunął. Wszędzie też szeptano o wielkiej sile, która jednym rzutem zdołała powalić tak wielką bestię. Moc to wręcz nieludzka.

Izoldę posadzono u boku Tristana. Teraz już nie wydawał jej się tak grubiański. Zaczęła cenić sobie jego męskie wdzięki. Sam Tristan inteligencją i ogładą nie grzeszył, ale wszak ostatnim durniem też nie był. Od razu dostrzegł nadarzającą się sposobność.

Gdy już uczta przeszła w etap, w którym większość biesiadników szuka czegoś ospale pod stołem, inni przysypiają z nosem w misie z sosem, a co niektórzy opowiadają w kółko to samo, młodzi wymknęli się chyłkiem. Wyminęli kilku leżących oraz jednego woja wyrywającego sobie włosy z głowy. Na jego twarzy błąkał się głupawy pijacki uśmiech. W zamkowym wykuszu jakaś para obściskiwała się zajadle, co jednak nie wypadało wysoko urodzonej księżniczce, ani też znakomitemu rycerzowi. Skierowali tedy swe kroki do sypialni.

Dopiero tam zdarli z siebie ubrania. To znaczy Tristan zdarł z obojga, bo Izolda nie była pewna czy tak to powinno wyglądać. Po kilkunastu minutach tego, co nasi potomni nazwą kiedyś grą wstępną, Tristan poczuł nie silne pożądanie, ale rozczarowanie. Znowu zawiódł. W tym momencie ostatecznie uznał, że jedną kobietą dla niego jest Izolda Złotowłosa. Inne nie potrafią go rozbudzić. Skąd miał biedny wiedzieć, że to zasługa tabletek? Jeszcze mniej wiedziała Izolda o Białych Dłoniach. Dla niej wszystko było w jak najlepszym porządku. W czytywanych wierszach nigdy słowo „orgazm” nie padło. W romantycznych opowieściach kurtyna zawsze zapadała, gdy kochankowie oddalali się w miejsce osobne. Widać tak to wygląda i jest całkiem przyjemne.

Bardzo się natomiast rozczarowała, gdy nazajutrz znakomity bohater i kochanek oświadczył jej ojcu, że do końca uczty zostać nie może. Wzywają go obowiązki wobec króla. Obiecał jednak, że przy nadarzającej się okazji powróci. To samo, choć mnie oficjalnie zapowiedział Izoldzie. W rzeczywistości nie miał zamiaru tu wracać. Niby po co? Jeszcze zeswatają go z tą rozmarzoną panną i już na zawsze pozostanie impotentem.

Oddano mu do dyspozycji wielką łódź wiosłową i dziesięciu wojów. Został obdarowany złotą zbroją i wyruszył na morze. Teraz pozostawało powrócić do króla Marka i znaleźć jakiś sposób, by zdobyć Izoldę o Złotych Włosach. natomiast Izolda o Białych Dłoniach przesiadywała od tej pory w oknie wieży, z której najlepszy był widok i tęskniła namiętnie. Gdy zaś tęsknienie samo stawało się nieco nudne, czytywała wiersze.

Reply


cztery + = 11