Tristan i Izolda – antylegenda cz. 3

Część czwarta – bohater na morzu

Ktoś o naturze skłonnej do romantycznych opisów zabawiłby Was teraz werbalnymi obrazami morza i małej łódki, na której nasz bohater przedziera się przez fale. Utkałby przed słuchaczami sieć zręcznych metafor i zmusił do łez nad losem nieszczęsnego Tristana rzucanego falami przez nieczuły żywioł. Serce jego rozdarte jest tęsknotą za kochanką… Ja zaś wolę podać Wam nagie fakty, z czymkolwiek ta nagość kojarzyć się niektórym tu będzie. Nie jest to bowiem opowieść dla dzieci niedojrzałych jeszcze…
Tristan wyprawiony na morze miał spore zapasy żywności i baryłkę mocnego wina. Zamiast tedy przykładać się do wiosłowania często popijał i rozmyślał. Taką już miał naturę. Zdziwić to może, że bohater trudną sztukę myślenia posiadł, gdyż zwykle bohaterowie działają bez namysłu. Nie będę ukrywał, że myślenie przychodziło mu z trudem. Jednak starał się. Rozmyślał zaś głównie o nocach spędzonych z Izoldą Złotowłosą. Musimy tak ją nazwać bowiem, pojawi się w tej opowieści jeszcze inna Izolda i bałagan nam się zrobi, z którego potem trudno będzie wybrnąć.

Nie były to wspomnienia romantyczne. Dziwił się Tristan, że nie mógł, a potem nagle mógł. Pamiętajcie, że o Eronie Plus nic nie wiedział. Co może wydać się o tyle zabawne, że o tym środku na potencję wiedział już cały królewski aparat ścigania. Informacje wydobyto przecież od czarodzieja na torturach.

Dla naszego bohatera była to zagadka nie lada. Przystojny był, co przyznać mu trzeba. Kobiety od dawna się za nim uganiały. Jedne z wolno i ostrożnie, a inne niemal szaleńczym biegiem. Suknie tylko lekko podkasawszy. Nic to, że damie biegać nie przystoi. Gdy Tristan był na horyzoncie niejedna traciła głowę. Bywało, że nie tylko głowę.
Znał swoje możliwości. Zawsze pragnął by były większe. W bitwie bał się straszliwie, ale głupio mu było, że wszyscy na niego patrzą, więc walił bez namysłu kogo popadnie w dzikim zapamiętaniu i tak zdobył sobie sławę tęgiego wojownika. Dużo miał przy tym szczęścia i dopiero ostatnio odniósł poważne rany. Znowu nie wypadało się nad sobą rozczulać i należało udawać, że mężnie znosi się ból.

Jeszcze gorzej było w sypialni. Damy wymagały od niego wiele, a on niewiele mógł. Nie miał takiej potencji, by wszystkie były zadowolone. Obawiał się nawet, że żadna zadowolona nie jest. Dziwnym trafem same damy jakoś urażone specjalnie nie były, a w każdym razie nie dawały tego po sobie poznać. Było dla nich wyzwaniem zdobyć Tristana, więc potem nie wypadało się uskarżać. Lepiej było pochwalić się szeptem przyjaciółce, a nich zazdrości skoro sama niedojda!

Nagle wszystko się zmieniło. Nigdy nie doświadczył takich uniesień, jak z Izoldą. Był przy niej właśnie taki, jak zawsze chciał być. Co sprawiło tę zmianę? Czy sama uroda i namiętność Izoldy? Może czary jakoweś w tym były? Co będzie następnym razem? Czy teraz będzie podobnie z innymi kobietami, czy znowu zawiedzie? Kłębiły się myśli w głowie naszego bohatera, która to głowa do takiego nawału refleksji nie była przyzwyczajona. Nic tedy dziwnego, że go strasznie rozbolała. Jedynym lekiem było wino. Pił więc coraz więcej, a coraz mniej wiosłował. Łódka płynęła tam, gdzie pchały ją fale.

Musiało się to skończyć wypadkiem. Łódka trzasnęła o skały a spity do nieprzytomności Tristan padł na brzeg. Nie utopił się tylko dlatego, że pijacy zazwyczaj mają sporo szczęścia. Tedy napijmy się i my, by szczęście się od nas nie odwróciło…

Część piąta – pojawia się Izolda o Białych Dłoniach

Historia lubi się powtarzać. To znany frazes i wielokrotnie potwierdzony licznymi obserwacjami. Oto Izolda o Białych Dłoniach przechadzała się brzegiem morza. Tak, Mości Państwo. To ta druga Izolda. Powiadają, że też piękność wielka, choć temperamentem Izoldzie Złotowłosej nie dorównywała. Zwykle snuła w czasie spacerów rozważania o romantycznym i delikatnym bohaterze. Przez jakiś czas była nawet zakochana w pięknym paziu, ale zimą zjadły go wilki, więc młode serce poszukiwało teraz innego obiektu westchnień.

Izolda była córką księcia, a ojciec jej był wasalem króla Marka. tego samego, z którym toczył nieustanne walki okrutny ojciec Izoldy Złotowłosej. W przeciwieństwie do swej imienniczki nie używała życia, lecz tylko o nim marzyła.
Tak więc marząc o bohaterze znalazła na plaży zalanego w trupa Tristana. Żaden mężczyzna w tym stanie do serca przypaść jej nie mógł. Jednak wrażliwa była na ludzkie cierpienia, więc kazała służbie zabrać nieszczęśnika do zamku. Sama nie zamierzała zawierać z nim bliższej znajomości, zwłaszcza tak bliskiej, jak Izolda Złotowłosa.

Uporawszy się z niespodzianym gościem, wróciła do swoich marzeń. Tymczasem książę poznał znakomitego rycerza swojego suwerena i kazał się o niego zatroszczyć medykom. Gdy Tristan się ocknął i dowiedział o swojej aktualnej sytuacji, zrobiło mu się głupio. Opowiedział o tym, jak to ledwo uszedł z życiem z rąk siepaczy Calhuma. Ubarwił opowieść kilkoma potyczkami i na koniec wspomniał o tym, jak za pomocą wina starał się przywrócić sobie siły utracone w boju i na skutek odniesionych ran. Jak widać kuracja odniosła dobry skutek, bo rany były już niemal wygojone. To zaś wzbudziło dla niego wielki podziw pośród słuchających.

Poznał wreszcie na trzeźwo i samą Izoldę. Ona patrzała na niego nieco bardziej przychylnie (trzeźwy prezentował się lepiej), choć spojrzenie to dalekie było od zachwytu. On zaś zainteresował się nią, bo chciał wypróbować swoje nowe męskie możliwości. Nie widział, że zawdzięcza je tabletkom na potencję, bo gdyby wiedział byłby pewnie bardziej powściągliwy. Nie było też przy nim niezastąpionej Brangien, która zawsze w takich sytuacjach spieszyła na ratunek. Krótko mówiąc – kompromitacja wisiała na włosku nad jego głową niczym miecz Damoklesa.

Reply