Kokietki bywają oziębłe

Kolejna prowokacja, czy też temat wart poruszenia?

Od czasu do czasu dopuszczam się pewnych prowokacji. Zdaję sobie sprawę, że za takowe można uznać niektóre moje teksty. Nie wiem, czy ten również zostanie tak oceniony przez cześć Czytelników czy też Czytelniczek. Wydaje się jednak ważne poruszenie tego tematu, zwłaszcza, że w kontekście kobiecych zachowań seksualnych czy też prób poprawienia swojego libido, zwykle się do niego nawet nie zbliża. Jeszcze bardziej dotyczy to męskich problemów.
Trudno mi powiedzieć, czy można o tym przeczytać w jakichś popularnych publikacjach zamieszczanych w internecie czy w gazetach. Co nieco przewija się przez bardzie poważne prace naukowe, lecz nie ma co ukrywać, że większość osób rzadko lub prawie wcale po nie nie sięga. Myślę więc, że będzie to w miarę nowa i dość interesująca informacja.

Gawędziarze-erotomani i ich podboje

Przejdźmy jednak do istoty rzeczy. Jednym z przejawów jaki towarzyszy kobiecym problemom z libido, jest kokieteria. Dokładnie tak! To nie jest błąd w druku. Choć w zasadzie nie do końca tak. Równie dobrze mógłbym napisać, że często obserwowanym przejawem problemów z potencją u mężczyzn jest odgrywanie roli Don Juana czy Casanowy. W psychologii istnieje nawet ukute pojęcie donżuanizmu – stworzone w języku polskim na bazie błędnej wymowy francuskiej – określające taką postawę. Bynajmniej nie dotyczy ono tylko mężczyzn, lecz obojga płci.
Przyzwyczailiśmy się sądzić, że kobieta na co dzień obnosząca się z kokieteryjnymi zachowaniami, czy mężczyzna ciągle opowiadający o swoich podbojach i zaczepiający wszystkie panie, jakie znajdują się w zasięgu jego wzroku, to osoby o wybujałym temperamencie erotycznym. Zazwyczaj jest dokładnie odwrotnie.
Przyznam, że można różnie traktować takie zachowania. Na mnie działają one raczej dość negatywnie. Widywałem już grupy panów skupione wokół takiego sekularnego gawędziarza opowiadającego niestworzone rzeczy. Zwykle nie rozumiałem tej fascynacji, jaka go otacza. Mnie raczej nudził.
Powiecie mi, że to może moja zazdrość? Sam nie miałem tak bogatych doświadczeń i stąd moja reakcja? Teraz zaś będę Was przekonywał do swojej teorii, że wyczyny tych panów rozgrywały się głównie w ich wybujałej wyobraźni? Macie prawo tak myśleć. Dodam więc tylko, że gdy kilka razy wprost stwierdziłem, że gawędziarz zmyśla spotykałem się z całkowitą konsternacją i co jeszcze ciekawsze opowiadacz-erotoman nawet specjalnie nie zaprzeczał. Było wyraźnie widać, że jest mu głupio. Wnioski możecie wyciągnąć sami.

Przejawy problemów z libido

Trochę inaczej wygląda to w odniesieniu do kobiet. Panie też wprawdzie opowiadają o seksie, a nawet ośmielam się stwierdzić, że w swoim gronie z bliskimi przyjaciółkami mówią o tym częściej niż mężczyźni, to jednak zwykle nie to świadczy o ich problemach z libido. Właściwie moglibyśmy wytyczyć dwie skrajne postawy, które mogą wprost sugerować, że taki problem istnieje. Jednym z nich jest całkowite wycofanie i pokazywanie postawą i słowami, że seks jest czymś co zupełnie wykracza poza sferę zainteresowań danej pani lub przeciwnie – sugerowana wcześniej kokieteria.
Wielu panów daje się nabrać na tę kokieterię myśląc, że kobieta wprost kipi erotycznym temperamentem. Skoro tak, to nie będzie trudno skłonić ją do zbliżenia. Być może nieco to upraszczam, ale takim tokiem biegną wówczas męskie myśli.
Znowu wrócę do własnych reakcji. Dla mnie, nawet gdy nie zastanawiałem się nad tym zbytnio i nie szukałem potwierdzenia w psychologicznych publikacjach, zawsze było w takiej postawie coś sztucznego co raczej mnie odrzucało niż przyciągało. Po prostu, coś tu było nie tak!

Pomiędzy naturalną kobiecością a kokieterią

Trzeba jeszcze odróżnić dwie rzeczy. Czym innym jest kokieteria, o której tu piszę, a czym innym naturalna kobiecość i jej przejawy. Pewna delikatna zalotność to nie to samo co agresywna kokieteria. Również skierowanie na jednego wybranego mężczyznę bardziej prowokacyjne zachowania to nie to samo, co sugerowanie otoczeniu, że chce się uwieść wszystko co nosi spodnie. Nie chodzi mi przy tym o jakieś oceny moralne takiej postawy. Proszę mnie w tym miejscu o to nie posądzać. Wszystko sprowadza się do tego, że sugestia o uwodzeniu wszystkich mężczyzn tak naprawdę mówi nam, że taka pani nie chce uwieść nikogo.
Bywa wprawdzie i tak, że sprawy zajdą za daleko i dochodzi do zbliżenia. Wtedy uszczęśliwiony takim obrotem rzeczy mężczyzna, albo dostaje w podarunku seans oziębłości niekiedy nawet połączony z jakimiś oskarżeniami pod jego adresem, albo też udawany orgazm. W drugim przypadku nadal pozostaje w błogiej nieświadomości.

Dlaczego oni tak robią?

Załóżmy, że zgadzacie się z tym co tutaj napisałem. Jeśli tak to powstaje pytanie dlaczego oni czy one tak robią. Co stoi u podstaw podobnych zachowań i jakie mechanizmy psychiczne je wywołują? Patrząc z boku można sądzić, że przecież najprostszym rozwiązaniem byłoby nie zawracać sobie głowy. Część kobiet taką właśnie postawę przyjmuje. Seks to nic ciekawego i dajcie mi święty spokój. Innym rozsądnym rozwiązaniem byłoby jakoś zadbać o swoje libido czy potencję. O tym jeszcze za chwilę…
Jest coś takiego jak presja społeczna. Ogół ludzi patrzy dość dziwnie na osoby, które nie są w jakimś związku i nie mają stałych partnerów. Presja ta dotyka w nieco inny sposób panów, a inny panie. Mężczyzna poprzez życie erotyczne lub przez to co nazywa się „zdobyciem kobiety” musi udowodnić swoją męskość. Ktoś kto nigdy nie doświadczył zbliżenia i w dodatku się do tego przyznaje, będzie zawsze traktowany z pewną dozą politowania. „Z nim coś jest nie tak”.
W tej materii kobiety nie są pod tak silną presją społeczną, a raczej rodzinną. „Masz już kogoś?”, „Kiedy dzieci?”, „Chciałabym doczekać wnuków!”. Takie pytania bywają dość dokuczliwe. Z punktu widzenia rodziny złaknionej wepchnięcia danej kobiety w koleiny starego stereotypu nawet posiadanie partnera nie rozgrzesza.
Z tego wniosek, że kokieteria problemów z rodzinnym dogadywaniem nie rozwiążę. Są jednak jeszcze koleżanki i z ich strony można mówić o swoistej presji. Nie jest ona tak silna, jak w męskim świecie, ale jednak jest.

Rekompensata zamiast seksu

Pomimo tego nie sprowadzałbym wszystkiego tylko do wspomnianych czynników zewnętrznych. Powodzenie u płci przeciwnej jest jednym z warunków dobrego samopoczucia. Całkowity brak takiego powodzenia zawsze działa destrukcyjnie. Ten wewnętrzny wymóg sprawia, że próbuje się wmówić otoczeniu swoje wielkie powodzenie. Jeśli zaś inni uwierzą to i osoba zainteresowana po pewnym czasie przekona nawet siebie. Tu leży sedno sprawy!
Takie zachowania i przyjemność płynąca z podziwu stanowią swoistą rekompensatę przyjemności płynących z seksu. Każdy kto doświadcza udanego życia seksualnego nie musi ciągle o tym opowiadać, czy podrywać całego otoczenia. Nic nie musi sobie ani innym udowadniać. Gdyby nie moja daleko idąca niechęć do Platona to odesłałbym Was do jego dialogu Uczta, w którym Sokrates dowodzi, że Eros pożąda nie tego co ma, lecz tego czego nie ma.

Dlaczego oni tego nie robią?

Najprościej byłoby pewnie spróbować poprawić swoje libido. Na początek poprzez bardziej rozsądną dietę z większym udziałem białka i tłuszczów zwierzęcych. Potem zadbać o minerały i ograniczyć węglowodany. Jeśli to nie wystarczy to zwiększyć aktywność fizyczną i wreszcie poszukać dobrych preparatów zwiększających libido.
Skoro wcześniej pytaliśmy o to dlaczego oni to robią, to teraz należy się zapytać – dlaczego oni tego nie robią? Dlaczego nie zadbają o libido? Myślę, że dlatego, że większość ludzi nie wierzy, że można coś zmienić w tej dziedzinie. Kobietom wydaje się, że są skazane na oziębłość, a mężczyznom, że są skazani na problemy z erekcją. Tymczasem w większości wypadków zamiany mogą być wręcz zaskakujące.
Już sporo zamętu spowodował ów bałagan w dietetyce i promocja żywienia light. Bałamutne teorie o cholesterolu i agresywna promocja olejów roślinnych. Z tym jeszcze długo będziemy mieli problemy. Dodatki soi niemal do wszystkiego też podstępnie podcinają nasze zdrowie w ogóle, a libido w szczególe.
Trudno też nie wspomnieć o niewierze w skuteczność środków na potencję czy poprawiających kobiece libido. Wpływ na to miały zarówno nieprofesjonalnie prowadzone kampanie reklamowe, jak i prosty fakt, że preparat preparatowi nierówny. Bywają lepsze i gorsze. Tak jest przecież w każdej dziedzinie.
Nikogo nie nakłonimy do zmiany postawy, jeśli nie zrozumie najpierw mechanizmów nim powodujących. Może ten artykuł cokolwiek poprawi w tej kwestii. Może też wzbudzi w kimś wiarę w swoje możliwości i w to, że udane życie erotyczne leży w jego zasięgu. Orgazm nie jest przecież jakimś pojęciem mitycznym i odległym.

Reply


+ 8 = szesnaście